Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czynienie uczniami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czynienie uczniami. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 lipca 2011

jak zbudować kościół (5/6)

Kilka lat temu liderzy odpowiedzialni za misję w Southern Baptism Convention (Południowej Konwencji Baptystów w USA) uświadomili sobie coś zupełnie nowego... Z różnych stron świata otrzymywali raporty o szybkim, spontanicznym pomnażaniu lokalnych kościołów prowadzonych przez nieprzygotowanych do tego ludzi, mówiące o dziesiątkach tysięcy nowych wierzących i tysiącach nowych kościołów. Nazwali to zjawisko church planting movement – ruchem zakładania kościołów.
Mieliśmy przywilej spędzić trochę czasu z kilkoma osobami zaangażowanymi w przywództwo w tym ruchu i obserwować, co się dzieje, bezpośrednio. Gdy pytaliśmy, gdzie znaleźć podstawy dla tego, co się dzieje, wszyscy odpowiadali: w 10 rozdziale Ewangelii Łukasza.

Na całym świecie Bóg używa 10 rozdziału Łukasza do wpajania zasad, które sam Jezus przekazał uczniom, gdy chciał, by pozyskali społeczności, w których się obracali. Z tych tekstów Ewangelii uczymy się jak ważne w czynieniu uczniami i tworzeniu kościoła jest osadzenie w grupie kulturowej, którą chcemy pozyskać, zamiast zapraszać ludzi z tej grupy, by przyłączyli się do kościoła, który tworzymy; jak sprawić, by kościół nabrał znaczenia dla ich kultury? Przywiązujemy wagę do tworzenia relacji... i obserwujemy ponadnaturalne działanie Boga.
Jedną z ważniejszych lekcji płynących z Łukasza 10 jest: zasoby są w zbiorach! Zakładamy kościoły pośród tych, których zdobywamy – w ich kulturze i z przywódcami spośród nich! Jeśli więc ktoś staje się naśladowcą Jezusa i wykazuje wyraźne zainteresowanie sprawami duchowymi, nie zapraszamy go do naszego kościoła, który już istnieje. W zamian, próbujemy założyć nowy kościół w jego domu, w jego kręgach i kulturze. Liderzy, tak samo jak pozostałe potrzebne w kościele służby, pochodzą ze żniwa!

Przestudiujcie Łuk. 10,1-9 (z użyciem znaku zapytania, żarówki i strzałki, jak uczyliśmy na początku). Nie zatrzymujcie się długo przy wierszach 1 i 2. Poświęćcie jakieś pół godziny na dyskusję nad całym fragmentem. Spróbujcie poszukać odpowiedzi na pytania:

  • Jakie znaczenie ma dla nas wychodzenie do ludzi zamiast zapraszać ich do kościoła?
  • Czego uczy nas Jezus wysyłając owce pomiędzy wilki (Łuk. 11,21.22; 10,17-20)?
  • Dlaczego Jezus powiedział uczniom, by nic ze sobą nie brali? Jakie to ma znaczenie dla nas?
  • Dlaczego nie mamy rozmawiać z nikim po drodze?
  • Kto jest żniwiarzem?
  • Jak rozpoznać syna pokoju?
  • Jakie nowotestamentowe przykłady synów pokoju przychodzą wam do głowy?
  • W czyim domu, najprawdopodobniej, zaistnieje nowa wspólnota?
  • Dlaczego nie powinniśmy chodzić od domu do domu?
  • Jakie ma znaczenie jedzenie i picie?
  • Co nas uprawnia do mówienia o Królestwie Bożym?
  • Na czym polega wyższość zakładania nowych kościołów w kręgach kulturowych, nad wzrostem naszego własnego kościoła?


(zaczerpnięte z simple church

czynienie uczniami? dla każdego

Podział na duchowieństwo i laikat odbiera chrześcijanom osobisty udział w czynieniu uczniami.
(Dennis McCallum)

Największą radością chrześcijańskiego życia jest bycie narzędziem Boga, dającym innym pełnię życia i duchową przemianę. Pozbawiliśmy się tej radości przez niezrozumienie faktu, że prawdziwe uczniostwo mówi o codziennym życiu i relacjach – a to dotyczy każdego chrześcijanina. Tworzenie programów w ramach kościoła, przez które ludzie mają być specjalnie przygotowywani do uczniostwa, powstrzymujemy chrześcijan przed osiąganiem ich prawdziwego przeznaczenia i obdzieramy z poczucia celu. Przedstawiając czynienie uczniami jako coś, co „robimy” dla innych, w przeciwieństwie do prawdy, że Bóg to robi (a my możemy ludzi zaprosić, by od Niego brali), nastawiamy się na tworzenie widowisk, zamiast w naturalny sposób zarażać i wpływać na innych przez bezpośrednią relację z Bogiem.
Czynienie uczniami wypływa naturalnie z relacji, jakie tworzymy kochając ludzi.

Kilka myśli do rozważenia
Czynienie uczniami ma miejsce w każdej relacji, jaką mamy z ludźmi. Jeśli idziemy przez życie w intymnej relacji z Jezusem Chrystusem, dążąc do osiągania Jego celów, każda znajomość z ludźmi oddziałuje na nich. Dzieje się tak czy tego chcemy, czy nie. Dzieje się tak bez względu na to, czy są chrześcijanami, czy nie. Dzieje się tak nawet, jeśli nie wykazują żadnego zainteresowania Jezusem. Dzieje się tak z powodu tego, kim my jesteśmy. Dlatego właśnie czynienie uczniami ma miejsce w różnych relacjach z ludźmi:

  • z młodym człowiekiem, sąsiadem, który pracuje w osiedlowym sklepie spożywczym, z którym zamieniłem kilka przyjacielskich słów;
  • z przyjacielem, z którym rozmawiam o modlitwie; jest zainteresowany pogłębieniem swojego duchowego życia, chociaż nie jest zainteresowany Jezusem czy Biblią;
  • ze znajomym, który przychodzi czasem na spotkania domowego kościoła i zwyczajnie cieszy się czasem spędzanym z nami, dyskutując o Piśmie;
  • z chrześcijaninem, którego zaprosiłem do udziału w szkoleniach, bo chce budować swoją relację z Bogiem i wzrastać w zrozumieniu darów duchowych.

Czynienie uczniami odbywa się w sposób naturalny, cały czas, dzięki spędzaniu z ludźmi czasu: jedzeniu z nimi, szczerej rozmowie, wspólnej zabawie i czymkolwiek, co razem robimy. Jesteśmy powołani do poznawania i kochania ludzi.

Czynienie uczniami, z powodu naszej miłości do ludzi, czasami jest zamierzone. Ponieważ my sami żyjemy zgodnie z Bożym prowadzeniem i Jego celami, miłość do ludzi w oczywisty sposób sprawia, że chcemy ich prowadzić w tym samym kierunku. Pozostaną naszymi przyjaciółmi niezależnie od tego, czy przyjmą to zaproszenie. Niemniej jednak świadome prowadzenie jest ważnym sposobem wykazywania naszej troski o ludzi.

Możemy działać tylko tam, gdzie działa Bóg. Nie naszym zadaniem jest doprowadzić do tego, że ktoś zainteresuje się Bogiem. Tylko Duch Święty może to zrobić. Tym, co do nas należy, jest rozpoznanie chwili, kiedy Bóg zaczyna się objawiać w czyimś życiu i wykorzystanie możliwości zaproszenia go, by dołączył do nas w poszukiwaniu Boga.

Nie musimy być ekspertami, ani wiedzieć, jak uczyć. Kiedy świadomie zapraszamy ludzi, by razem z nami poszukiwali Boga, nie musimy znać wszystkich odpowiedzi. Chcemy, by ludzie stali się naśladowcami Jezusa, a nie naszymi. Dlatego wskazujemy im na narzędzia, które działają w naszym życiu: modlitwę (czyli mówienie do Boga) i Jego słowa (z których mogą się uczyć zanim w Mu uwierzą). Pokazujemy im, jak używać te dwa narzędzia i zapraszamy, by przy nas poznawali Boga (a On będzie ich uczył). Kiedy to załapiemy, naprawdę odkryjemy, że czynienie uczniami jest łatwym, naturalnym procesem dla każdego.

Proces czynienia uczniami
Kochaj. Czynienie uczniami zaczyna się od tego, co omawialiśmy wyżej. Jeśli żyjemy w pełnej miłości relacji z ludźmi, wpływamy na nich przez to, jacy jesteśmy.


Módl się. Modlimy się o ludzi, na których nam zależy, bo chcemy Bożej woli dla ich życia. Modlitwa skupiona na innych i wstawiennictwo jest tak naturalne jak oddychanie, jeśli żyjemy w bliskości z Bogiem i zgodnie z jego celami. To są katalizatory dla Bożego, odmieniającego życie ludzi, działania. Władza i autorytet Jezusa są nam dane, gdy wyrażamy gotowość do działania dla Niego. Są nam dane, gdy modlimy się o tych, których Bóg postawił na naszej drodze, oczekując, że to On będzie działać.


Zapraszaj. Jak już wspomniałem, będą chwile, kiedy będziemy widzieć, że Bóg w jakiś sposób pracuje nad kimś i poczujemy się zobowiązani, by zaprosić go do bliższej relacji i dążenia do poznawania Boga. To może się stać w różny sposób. Kluczowa jest jednak nasza wola, by zaryzykować i we właściwym czasie zrobić ten krok. To jest krok miłości. To krok troski o innych. To krok, który oznacza, że będziemy rozwijać naszą miłość i przyjaźń do ludzi, niezależnie od ich reakcji.


Pozwól, by Słowo Boże wykonało pracę. Skoro nie prowadzimy ludzi, by naśladowali nas, oni sami mogą używać Boże Słowo, by uczyć się z niego i naśladować. Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie nie muszą zrozumieć i zaakceptować Bożego Słowa w całości, by Bóg mógł przez nie działać i prowadzić do posłuszeństwa. Czasami myślimy, że ludzie się odsuną z powodu Biblii. Ja tego nie zauważyłem. Jeśli nie „głosimy im Słowa”, ale zachęcamy, by sami sprawdzali i się uczyli, okazuje się, że generalnie są chętni sami sprawdzać, co Biblia ma dla nich.
Biblia, w rzeczywistości, sama w sobie jest o wiele lepsza niż nam się wydaje. Ma moc odmieniania serca i życia, dzięki Duchowi Świętemu. Często trzeba tylko zachęcić ludzi, by po nią sięgnęli, i pozwolić Bogu działać. Ostatecznie naszym celem jest sprawić, żeby ludzie mogli karmić się sami. Nie chcemy, by byli zależni od nas lub innych nauczycieli, ale polegali na Bogu i Jego Słowie. Dlatego zachęcamy do samodzielnego studium nad tekstem biblijnym: czytania, odkrywania i stosowania.


Nakłaniaj do zapraszania innych. Osoba, która dopiero uczy się naśladować za Jezusem, może robić to z kimś ze swoich bliskich. Nie ma powodu, by musiała czekać z zaproszeniem dla kogoś bliskiego, aż sama nauczy się wszystkiego, co przychodzi wraz z poznawaniem Boga. Możliwe jest nawet, że ktoś, kto nie jest jeszcze nawrócony, poprowadzi innych, przez ich samodzielne studium, do pogłębienia relacji z Bogiem.

Allan Hirsch nazywa to uczniostwem pełnym działania. Opisuje to w ten sposób:
Natychmiast po powołaniu, Jezus bierze uczniów w pełną przygód podróż – włącza ich w misję, służenie i uczenie ich. Od razu biorą udział w ogłaszaniu Królestwa Bożego, służą ubogim, uzdrawiają i wypędzają demony. To jest aktywne i bezpośrednie czynienie uczniami w kontekście misji. Wszyscy wielcy bohaterowie przebudzeń robią to samo. Nawet dopiero co nawrócona osoba od razu angażowana jest w misję; każdy może być duchowym bohaterem.
Kiedy już czas, chrzcij publicznie. Chrzest jest doskonałą okazją, by chrzczeni zaprosili swoje rodziny i przyjaciół, dali publiczne świadectwo i świętowali to, co Bóg zmienił w ich życiu. Kiedy proponujemy to świeżo upieczonym chrześcijanom, po prostu to robią. Z okazji chrztu urządzamy imprezę, świętujemy, jemy razem, wszyscy podekscytowani faktem, że mamy więcej wśród gości więcej nienawróconych ludzi niż oddanych chrześcijan.

Buduj głębsze relacje. Uczniostwo jest oparte w największym stopniu na relacji. Im bardziej ktoś jest w stanie karmić się samodzielnie, nasza rola sprowadza się do wspierania go w życiu polegającym na naśladowaniu Jezusa. Dzięki otwartości wobec tej osoby, tworzymy warunki, w których może ona być z nami szczera i mówić o tym, przez co przechodzi lub z czym się boryka. To sprawia, że możemy lepiej troszczyć się o nią i pomagać, towarzysząc w jej drodze.

Nauczaj (jeśli musisz), ale dawaj przykład i umacniaj. Mogą być sytuacje, w których będziesz nauczać podstawowych zasad chrześcijańskich, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ale to nie jest konieczne. Bóg zapewni konieczne nauczanie przez Słowo. Istotne jest jednak to, by pamiętać, że naszym celem jest wyposażyć każdego do własnej odpowiedzialności za życie duchowe. Dlatego zastępujemy nauczanie dawaniem przykładu innym, jak mogą się karmić i uczyć oraz umacnianiem ich jako czyniących uczniów tak szybko, jak to możliwe.

Myśl o pomnażaniu. Cały proces czynienia uczniami służy pomaganiu kolejnym ludziom stać się uczniami tak szybko, jak się da. Ułatwia to naturalne pomnażanie i powoduje gwałtowny wzrost Królestwa Bożego, tak jak On tego pragnie.

Roger Thoman
(zaczerpnięte z simple church journal)

środa, 20 lipca 2011

kościół przy stoliku numer dwa

— Chciałabyś, żebyśmy pomodlili się w jakiejś twojej sprawie? — zapytałem. Oczy obsługującej nas kelnerki szeroko się otworzyły i kiwnęła twierdząco. To był wtorkowy wieczór, regularne spotkanie mojej męskiej grupy w kawiarni. W ciągu kilku ostatnich miesięcy oferowaliśmy modlitwę ludziom, których spotykaliśmy przy kawie. Większość intencji była dość ogólna... „Moja babcia jest chora”, „Mam jutro egzamin”, „Mój chłopak nie ma pracy”... Ale kiedy Fran, kelnerka, zaczęła się z nami dzielić swoimi potrzebami, to było jakby ktoś wysypał całe mnóstwo problemów prosto na nasz stolik. Jej córka ma raka i bardzo cierpi. Wnuczek urodził się z ciężkimi wadami wrodzonymi. Jej dorosły syn został wyrzucony z domu z trzyletnią córką. Fran zrobiła co mogła, by pomóc im wynająć mieszkanie, ale nie ma tam żadnych mebli, a jej syn nie ma pracy. Ona sama pracuje na dwa etaty, by jakoś pomóc finansowo całej rodzinie, mimo to jednak szybko tonie w długach.
— Z całą pewnością będziemy modlić się w tych wszystkich sprawach — obiecałem, — i zobaczymy, co możemy też zrobić, żeby ci pomóc.
W ciągu kilku dni udało nam się umówić kilka spotkań w sprawie pracy dla jej syna i znaleźć trochę mebli dla nich. W następny wtorek Fran znów obsługiwała nasz stolik i ponownie zaoferowaliśmy jej modlitwę. W trzeci wtorek Fran siedziała już z nami przy stoliku i przyłączyła się do modlitw. Tego wieczoru wyrzuciła z siebie coś, co zrewolucjonizowało nasze rozumienie kościoła.
— Tak bardzo wam dziękuję za wasze modlitwy i pomoc — mówiła z radością. — Tak wiele to dla mnie znaczy! Z niecierpliwością czekam na każdy wtorkowy wieczór. Inni ludzie zapraszali mnie do swoich kościołów, ale oni spotykają się w niedzielne przedpołudnia, a ja wtedy pracuję... Więc Bóg dał mi was we wtorkowe wieczory! To jest mój kościół!
Obawiam się, że pierwsze co przyszło mi do głowy, to „Nie, to nie jest kościół! To jest spotkanie mojej męskiej grupy”, ale Pan nagle objawił mi, że to jest dokładnie to, o co się modliliśmy na grupie. Całe miesiące modliliśmy się żarliwie o „robotników na żniwo”, prosząc Boga o wskazanie „syna pokoju”, zgodnie ze zrozumieniem tekstu Łukasza 10,1-7, który studiowaliśmy. Dotarło do nas, że właśnie znaleźliśmy „syna pokoju”, mimo że to była kobieta, a jej dom nie był wcale domem, ale kawiarnią.

Początkowo staraliśmy się zaprosić ją na nasze cotygodniowe spotkania wspólnoty w moim domu w niedziele wieczorem. Jednak w jej planach nie było to możliwe, poza tym mieszkała w odległości jakieś 35 km ode mnie. Zaakceptowaliśmy więc fakt, że Pan Żniwa przekształcił naszą męską grupę w dość wyjątkowy kościół. Fran podsunęła nam nazwę dla tego zgromadzenie, gdy opowiedziała nam swoją rozmowę z koleżanką z pracy.
— Bierzesz narkotyki, prawda? — Fran zapytała bardziej z troską niż oskarżeniem. — Nie zaprzeczaj, bo jestem tuż obok i widzę przecież...
Młoda kelnerka tylko patrzyła na nią swoimi rozszerzonymi, przekrwionymi oczami, spodziewając się wysłuchania kolejnego umoralniającego kazania...
— Nie martw się, nie zamierzam cię wydać ani wołać policji. Martwię się po prostu o ciebie i wiem, jakakolwiek masz problem, że narkotyki go nie rozwiążą, ale... Jezus go rozwiąże! Postaram się zmienić twój plan pracy tak, żebyś mogła tu być we wtorkowe wieczory. Wtedy pójdziesz ze mną do kościoła.
Czując lekką ulgę, uzależniona kelnerka zapytała: — To gdzie jest ten twój kościół?
Fran uśmiechnęła się szeroko i wskazała na stolik w rogu sali: — Przy stoliku numer dwa!
Od tego momentu, nasze spotkania nazywamy „kościołem przy stoliku numer dwa”.

Niedługo po tym, gdy Fran uświadomiła nam, że tak naprawdę tworzymy kościół, powiedziała, że ma dla nas niespodziankę. Wstała, przeprosiła, poszła do kuchni i po chwili wróciła z kucharzem i jego pomocnikiem. Po krótkim przedstawieniu się i powitaniu, zapytaliśmy tych dwóch mężczyzn, jak możemy im pomóc.
— Słyszeliśmy o wszystkim, co zrobiliście dla Fran — powiedział kucharz z mocnym, hiszpańskim akcentem. — Obydwaj mieszkamy w bardzo małych mieszkankach, a mamy naprawdę duże rodziny. Czy dałoby się coś zrobić, żebyście znaleźli dla nas jakieś meble? Potrzebujemy zwłaszcza łóżeczka dla naszych małych dzieci...
— Nie wiem, czy będziemy mogli wam pomóc — odpowiedziałem. — Ale wiem, kto może pomóc. Tak naprawdę to Jezus znalazł pomoc dla Fran. Myślicie, że to będzie ok, jeśli poprosimy, żeby i wam pomógł?
W ciągu kilku tygodni udało się znaleźć używane meble dla tych ludzi, a do naszych wtorkowych spotkań dołączył kucharz. Zaprowadził nas też do innej rodziny z sąsiedztwa, która bardzo potrzebowała pomocy: młoda, świeżo owdowiona latynoska kobieta z trójką małych dzieci, praktycznie bez pieniędzy. Niedługo zaczęliśmy spotykać się regularnie w jej domu, zawsze biorąc ze sobą miłość Jezusa i robiąc to, co mogliśmy, żeby pomóc. Niebawem zaczęliśmy też jeździć regularnie do domu kucharza, by „mieć kościół” z jego rodziną. Kucharz, jego żona i matka, zawierzyli Jezusowi, a Bóg zaczął przez nich otwierać drzwi do hiszpańskiej społeczności. To było niesamowite, bo ani moja żona, ani ja nie mówiliśmy słowa po hiszpańsku, a większość naszych nowych znajomych znała tylko kilka angielskich słów. Nie jestem też fanem meksykańskiej kuchni, ale Boże Słowo mówi: „A jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, spożywajcie to, co wam podadzą” (Łukasz 10,8). Uczę się więc poświęcać moje podniebienie i układ pokarmowy dla wyższego dobra, którym jest dotarcie do grupy ludzi w okolicy, którzy desperacko potrzebują ewangelii miłości. Uczymy się tego, że miłość Jezusa łamie wszelkie kulturowe bariery.

Warto zauważyć, że żadna spośród osób, o których mówię, nie trafiła na naszą grupę domową, jednak jesteśmy całkowicie zadowoleni z takiego biegu wypadków. Nie dlatego, że nie chcielibyśmy ich mieć w domu, ale po prostu inni ludzie mają problem z dostosowaniem się do naszego harmonogramu, nie wspominając naszego jedzenia :) Poza tym, Pan uczy nas zmieniać nasze ukierunkowanie... Przez lata staraliśmy się, by rosła nasza domowa społeczność, aż będziemy musieli podzielić się na mniejsze grupy. Moglibyśmy wtedy wysłać kilku członków naszej grupy, by „założyli nowy kościół” w innym domu. Nie chodzi mi o to, że taka koncepcja jest całkowicie zła; jest po prostu strasznie powolna. W międzyczasie, żniwo jest gotowe, a Pan czeka.
Teraz już nie zapraszamy ludzi, by dołączyli do grupy, która spotyka się u nas w domu. Kiedy napotykamy na „syna pokoju” lub odkrywamy, że jest ktoś zainteresowany tworzeniem prostego kościoła lub prowadzeniem kogoś do Jezusa, pierwsza rzecz, która nam przychodzi do głowy, to stworzenie kościoła w jego domu. Prosimy, by spotkali się z rodziną i swoimi przyjaciółmi, zwłaszcza z tymi, którzy jeszcze nie są wierzącymi chrześcijanami lub nie chodzą po prostu do żadnego kościoła, i pomagamy im utworzyć kościół w otoczeniu, które dobrze znają, gdzie Jezus może zmienić najwięcej: w ich domach i miejscach pracy. Rezultaty są naprawdę niezwykłe! Ale czy powinniśmy się dziwić? Przecież to dokładnie to, czego uczy nas Jezus!

Bill Hoffman
(zaczęrpnięte z bloga House 2 House)

jak zbudować kościół (4/6)

Wielki nakaz
Wielki nakaz misyjny (Mat. 28,18-20) nie jest dodatkową opcją dla wierzących. Wielu z nas żyje we wspólnocie ze współwierzącymi – większość naszych znajomych to ludzie nawróceni i rzadko nawiązujemy bliskie stosunki z ludźmi, którzy jeszcze nie znają Pana. Staraliśmy się trzymać na odległość od ludzi „świeckich” z obawy, że możemy „zeświecczeć”. Jednak Jezus był znany jako przyjaciel grzeszników, a w Rzymian 10,14 czytamy „jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli?”. Wprawdzie nie wszyscy z nas są ewangelistami, ale wszyscy możemy świadczyć o tym, co Jezus zrobił w naszym życiu (Dz.Ap. 1,8). Duch Jezusa mieszka w nas i jeśli prosimy Boga o możliwość dzielenia się Nim z ludźmi wokół nas, On chętnie odpowie na tę modlitwę.

Przestudiujcie Mat. 28,18-20 i spróbujcie odpowiedzieć na poniższe pytania:

  • Co oznaczają słowa „wszelka moc”?
  • Jaka jest różnica między uczniem a nawróconym? Jak to wpływa na sposób zdobywania tych, którzy jeszcze nie znają Jezusa?
  • Co się stanie, jeśli zgodnie z nakazem Jezusa, „pójdziemy” zamiast zapraszać ludzi, by przyszli do kościoła? Co to może zmienić w naszym życiu, w życiu kościołów i w życiu tych, do których pójdziemy?
  • Co to jest „naród”? Skąd mamy wiedzieć, kiedy „naród jest uczniem”?
  • Jakie jest znaczenie chrztu? Kto ma chrzcić?
  • Czego mamy uczyć?
  • Zastanówcie się nad całym cyklem uczniostwa: uczniami czyniącymi uczniami.


Zdobywanie „narodów” wokół nas
Wielki nakaz misyjny wysyła nas, byśmy czynili narody uczniami. Greckie słowo oznaczające naród to „ethne”, od którego pochodzi słowo „etniczny”. Oznacza więcej niż narodowość. Może odnosić się do grupy kulturowej, jak np. skejci, osoby starsze, ludzi przesiadujących w klubach, studenci itd., mających swój język i zwyczaje. Na przykład, skejci ubierają się w charakterystyczny sposób, posługują się charakterystycznym słownictwem, mają swoje tematy i sposoby odnoszenia się do siebie.
Zróbcie burzę mózgów i stwórzcie listę „narodów” w waszej okolicy. Niektórzy z was w jakiś oczywisty sposób są częścią tych „narodów”. Poświęćcie kilka minut pytając Pana Żniwa, czy jest jakaś konkretna grupa ludzi w waszej okolicy, na której powinniście się skupić, by do niej dotrzeć.

Spacery modlitewne
Modlitwa jest istotnym elementem przygotowywania gruntu pod tworzenie kościoła. Księga Jozuego 1,3 mówi nam, że Bóg da każde miejsce, gdzie stanie nasza stopa, a Psalm 2,8 zapewnia, że Bóg da nam narody w dziedzictwo.
Jeśli Bóg pokazał wam konkretny „naród”, na którym powinniście się skupić, spacery modlitewne mogą być dobrym początkiem wstawiania się o to środowisko. Spaceruj po okolicy, w której ci ludzie mieszkają lub spędzają wolny czas, i módl się o nich w tych miejscach. Gdy spacerujemy z modlitwą, możemy oczekiwać, że Duch Święty objawi nam, jak mamy się modlić; objawi nam także demoniczne moce, które kontrolują dany obszar. Istnieją cztery główne sposoby na spacery modlitewne: błogosławienie miasta; proszenie o dobro mieszkańców; burzenie twierdzy demonicznych mocy; wstawiennictwo w sprawie problemów.
Zaplanujcie spacery modlitewne na najbliższy czas dla obszaru, który Bóg wam wskazał

Pomoc, by stali się naśladowcami
Stawanie się naśladowcą Jezusa zwykle jest długotrwałym procesem. Często, w trakcie, ludzie muszą podejmować decyzje i dobrze wiedzieć, w jaki sposób pomóc im w poddaniu swojego życia w posłuszeństwo Chrystusowi. Przedyskutujcie w grupie, jakie jest minimum wiedzy potrzebnej, by oddać swoje życie Jezusowi. Jezus umarł na krzyżu, by wziąć na siebie karę za to, co my zrobiliśmy źle. Jeśli się od tego odwrócimy i oddamy swoje życie pod Jego kontrolę, On obdarzy nas nowym życiem, a Duch Święty przyjdzie i zamieszka w nas!


Jest kilka wierszy (nazywanych czasem „drogą rzymian”), które pomagają ludziom poddać się Chrystusowi:

  • Rzymian 3,23-25: ...gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów.
  • Rzymian 6,23: Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
  • Rzymian 5,6-11: Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł. Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią jego, będziemy przez niego zachowani od gniewu. Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna jego, tym bardziej, będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie jego. A nie tylko to, lecz chlubimy się też w Bogu przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przez którego teraz dostąpiliśmy pojednania.
  • Rzymian 10,9.10: Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu.
  • Objawienie 3,20: Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną.


Podzielcie się na pary i wypróbujcie rolę prowadzenia kogoś, w prosty sposób, do poddania z pomocą tych tekstów.

Uczniostwo
Jezus nie kazał nam zakładać kościołów. On powiedział, byśmy czynili uczniami. Powiedział, że On zbuduje kościół (Mat. 16,18). Mamy pełnić role ambasadorów Jego Królestwa i czynić uczniami, On zajmie się resztą.

Spróbujcie odpowiedzieć na pytania:

  • Czym się różni uczeń od członka?
  • Jak mamy poznać, że ktoś staje się podobny do Jezusa (a nie do nas)?
  • Jeśli uczniostwo jest stylem życia w posłuszeństwie Jezusowi, a nie wiedzą, którą należy wkuć, w jaki sposób to przekazać?


(zaczerpnięte z simple church)