Pokazywanie postów oznaczonych etykietą worship. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą worship. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lipca 2011

serce uwielbienia (it's all about You)

Nabożeństwo jako małe, kameralne spotkanie prostego kościoła to jeden z moich ulubionych tematów. Kocham taki styl nabożeństwa, a doświadczam go właśnie w prostym, domowym kościele.
Nie zrozum mnie źle. Uwielbiam niesamowitą muzykę na żywo, wykonywaną czasem na dużych imprezach chrześcijańskich. Czasem lubię też (w rzadszych przypadkach) emocje, które mogą towarzyszyć głębokim nabożeństwom w dużych kościołach. Jednak mój apetyt na takie przeżycia skurczył się prawie do zera w porównaniu do spełnienia, jakiego doświadczam uwielbiając w małym gronie przyjaciół i powierników. Kiedy ci bliscy mi ludzie otwierają swoje serca w wyrazie czci, mogę połączyć się z ich szczerymi sercami i najgłębszymi łzami. To tak, jak uwielbienie płynące z serca do serca. Razem dotykamy Boga, bo On się objawia w ciele i krwi, w tęsknotach ludzi, których dobrze znam.

Wierzę, że „sztuka” nabożeństwa w domowym kościele wciąż się rozwija. Staliśmy się (ogólnie) zależni od muzyki jako czciciele. Nie chodzi mi o to, że na muzykę nie ma miejsca. Jak już wspomniałem, uwielbiam muzykę. Ale sama w sobie nie jest nabożeństwem, ani nabożeństwo nie przywołuje automatycznie muzyki. Wielu z nas zna historię Matta Redmana, kiedy napisał słowa znanej dzisiaj piosenki (Heart of worship):
Dam Ci więcej niż pieśń, bo pieśń sama w sobie to nie to, czego wymagasz.
Szukasz o wiele głębiej w tym co się dzieje: szukasz mojego serca.

Ludzie w kościele Matta odkryli, że stali się zależni od zewnętrznych czynników (od świetnej muzyki) i stracili coś z ognia uwielbienia – coś, co może przyjść tylko z prostego, głodnego Boga serca. Czasami, a może nawet często, musimy zrezygnować ze wszystkiego co zewnętrzne i nastawić nasze serca na surowe, proste, nie wspierane niczym zewnętrznym uwielbienie. Oczywiście, w połączeniu z serdecznością i intymnością domowego kościoła, to może być naprawdę silne przeżycie.

Kościoły, z którymi mam do czynienia, w rzeczywistości używają muzyki w czasie nabożeństw: gitar, pianin, czasem płyt CD lub DVD. Szybko jednak przekonują się, że nie chodzi o przeniesienie wielbieniowego doświadczenia z dużych kościołów na spotkania prostych domowych wspólnot. Większość tych kościołów zaczyna odkrywać z czasem inne formy uwielbienia nie wspieranego czynnikami zewnętrznymi, które mogą być bardziej osobiste, realne, autentyczne i pełne głębokiego sensu.

Przedstawiam krótką listę tego, co nazywam „nie wpieranymi formami uwielbienia”. To nie jest kompletna, ani ostateczna lista, to po prostu jakiś pomysł na poprowadzenie grupy w kierunku bardziej osobistego i intymnego czasu modlitwy:

  • wypowiedzcie proste słowa chwały / uwielbienia: nie mają to być poziome modlitwy, ale pionowa adoracja, dziękczynienie, potwierdzenie tego, kim jest Bóg
  • niespiesznie, rozmyślnie czytaj psalm lub fragment Pisma: daj czas na refleksję
  • zaśpiewajcie spontanicznie jakąś pasującą pieśń bez akompaniamentu
  • przeczytaj psalm lub fragment Pisma i daj czas na refleksję... podziel się refleksją wynikającą z tekstu...
  • poproś, by uczestnicy wypowiedzieli po jednym z Bożych imion i wielbili na podstawie znaczenia tego imienia
  • użyj jakiegoś fragmentu pisma, by wypowiedzieć osobiste słowa uwielbienia dla Boga
  • spróbuj użyć jakiejś cichej, ułatwiającej medytację muzyki w czasie, gdy rozmyślacie i modlicie się
  • milczcie i czekajcie na Bożą obecność i Jego głos
  • pozwól ludziom np. stworzyć obraz, taki duży plakat, jako wyraz uwielbienia i refleksji

Jeśli mogę coś zasugerować... to wymaga nieco cierpliwości dla całej grupy, która dotąd przyzwyczajona była do używania zewnętrznie wspieranych form nabożeństwa, zanim spotkania staną się prostsze i bardziej intymne. Kiedy jednak ludzie przyzwyczają się osobiście podchodzić do nabożeństwa i angażować w nie serce, nieuchronnie „uzależnią się” od takich spotkań :) Taki styl uwielbienia stał się moją dietą podstawową i potężnie posila moje życie duchowe.

Roger Thoman
(zaczerpnięte z simple church journal)

powrót do serca uwielbienia

...kilka lat temu, gdy moja żona mocno angażowała się w pracę koncepcyjną nieistniejącego już dzisiaj (niestety) zespołu Via Fides, jakimś nieprzypadkiem (oj, przy Bogu to niepoprawne słowo zdaje się towarzyszyć mi wciąż i wciąż) trafiłem na małą książeczkę Matta Redmana wydaną przez Aetos w Polsce pt. „Czciciel o niegasnącym sercu. Powrót do serca uwielbienia”, którą sprezentowałem od razu po wnikliwym przeczytaniu zespołowi.

Matt Redman, człowiek zawodowo zaangażowany w muzykę uwielbienia, opisuje w niej swoje przeżycia i drogę do zrozumienia, czym tak naprawdę jest uwielbienie. Pan Bóg w wyraźny i mocny sposób doprowadził go do poddania osobistego, nie polegającego na ludziach, atmosferze lub sprzęcie... To poruszające i bardzo ważne doświadczenie. Jeśli szukasz głębi spotkania z Bogiem, powinieneś tę książkę przestudiować z uwagą.

Dla zachęty, podaję kilka myśli, minirecenzji książki:
Mate.o: To książka o charakterze, naturze i pragnieniach, tych którzy żyją, by uwielbiać Boga. Będę do niej wielokrotnie wracał.
Tom Bednarek: Książka sprowadza każdego kto ma na sercu uwielbienie w Kościele do jednego mianownika: na kolana przed Bogiem. I z tej pozycji odpowiada na wiele istotnych pytań i daje cenne wskazówki odnośnie prawdziwej służby uwielbienia.
Mike Pilavachi, Soul Survivor: Książka otwarcie mówi o Bogu i życiu w Jego obecności. Uwielbienie jest o Bogu, do Boga i dla Boga. Czciciel o niegasnącym sercu wykrzykuje tę prawdę.


Żeby była jasność: nikt nie płaci mi za reklamowanie książek ani filmów, o których będę czasem pisać na tym blogu... żeby jednak ułatwić ci szukanie, tam gdzie będzie to możliwe, zamieszczę linki do księgarni, gdzie można je nabyć.

W następnym poście, który publikuję (serce uwielbienia), wcale nie mojego autorstwa, wspomniany jest Matt Redman i jego piosenka Heart of Worship, która powstała w wyniku doświadczenia opisanego w książce „Czciciel o niegasnącym sercu”. Jeśli chcesz posłuchać w oryginale (choć być może ją znasz), dzielę się tym co znalazłem w sieci: